9 października 2015

"Dziewczyna z lądu" część 1

Zatem oto pierwsza część mojego opowiadania. Zapraszam do rozwinięcia.


Prolog:
-Skarbie nie martw się, to że nie możesz mieć dzieci nie jest żadnym problemem, zawsze możemy zaadoptować dziecko - pocieszał Katrinę jej mąż Cris.
-Ale ja tak bardzo chciałam, czuć to wszystko, tę radość, a zostało mi to odebrane. Dlaczego ja?
-Skarbie nie będziemy nad tym rozmyślać, chodź mam dla ciebie propozycję, chodźmy na plażę, tam się trochę zrelaksujesz... Dobrze? - zapytał zatroskany.
-Dobrze, niech będzie.

- Godzinę później -
-Skarbie miałeś idealny pomysł, dziękuję od razu czuję się lepiej. - powiedziała czule Katrin.
-Wiem, zasłużyłem na małą nagrodę? - nachylił się by ją pocałować, ale ona wyrwała się mu i rzuciła się do morza.
-Co ty robisz? - krzyczał zdziwiony.
-Słyszy płacz dziecka? Tam w tym koszyku na morzu. Muszę popłynąć. - krzyczała. Chwilę później już była przy tym koszyku, obejmowała go i pchnęła w stronę lądu. Gdy dopłynęła wyciągnęła go na ląd. Razem z mężem się zdumieli, gdy w środku naprawdę było dziecko. To niesamowite, jakie ono malutkie, owinięte błękitną chustką. Oczy miało błękitne, całe delikatne, malutkie, brązowe włoski, cudowne... była to dziewczynka. Kochana.
-Jak myslisz, czy to jakiś znak, czy ono jest dla nas?
-Tak skarbie myślę, że to jakiś znak, że to dziecko będzie twoje.

- Parę godzin później -
-Idę wykąpać małą Riley. Idziesz ze mną?
-No pewnie, wezmę telefon, żeby uwiecznić to na pamiątkę. - powiedział uradowany Cris.
-A zatem chopla! - włożyła dziecko do wody. Tuż po chwili po zanurzeniu dziecka nastąpiła dziwna przemiana. Dziecku wyrósł ogon!
-Co... co to ma być?
-Skarbie chyba mamy małą syrenkę....
-Co z tym robimy? - zapytała...
-Wychowamy na normalnego człowieka, ona jest cudowna nie ważne co za gratsiy w sobie ma. Nauczymy ją tylko dochować sekretu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka